sobota, 20 września 2014

Kosmetyczne podsumowanie sierpnia cz. 2 - co nowego?

Koniec miesiąca się zbliża, a ja dopiero teraz pokazuję co kupiłam i dostałam. Tak jakoś szybko leci wrzesień i mam mało czasu, przez co to dopiero 3 wpis w tym miesiącu.

Kupiłam jak na mnie niewiele:


Suchy szampon Batiste (1) nigdy mnie jakoś szczególnie nie kusił, wpisy na blogach przeważnie omijałam, ale gdy w Biedronce zobaczyłam 2 ostatnie butelki po 10,99 kupiłam jeden. I nie żałuję.

Perfumy Jennifer Lopez Glow (2) chodziły za mną od kilku miesięcy, kiedy to ubzdurało mi się psikadło o zapachu proszku do prania. Wśród wielu typów (dla mnie nietrafionych) Glow po zamówionej próbce okazał się strzałem w 10 :D Dla mojego nosa to świeżo otwarty, aż ostry proszek do prania *.*

Lakiery zmieniające kolor z Avonu (3, 4) - Contrast Coral i French Twist to dla mnie jedynie wyrzucenie pieniędzy w błoto. Zmiana koloru po nałożeniu bezbarwnego jest bajerem, który może sprawdzić się do zrobienia prostego zdobienia typu kropki, kreski (będą wtedy w innym kolorze niż lakier bazowy). Do zmiany koloru lakieru na całej płytce jest niepotrzebnym zawracaniem głowy.
Do tego trwałość jest tragiczna - odprysnął już na drugi dzień.
Contrast Coral pokażę Wam w tym tygodniu.

Korektory pod oczy (5-8) z Avonu kupiłam przez niską cenę. Invisible light kupiłam na zapas, bo niedługo zużyję ten co mam. Potem są oba odcienie Magix i z serii Calming effects. Jutro postaram się je wszystkie pokazać.

I znowu szminki ... I znowu Avon. Tym razem Hibiscus z serii Ultra Color (9), Hi Def Plum z serii Ultra Color Bold (10) i Pink Peach Extra lasting (11).

Nie dość, że dosyć mało zakupów, to jeszcze 4 z nich właśnie dzisiaj odesłałam:


Szminka Pink Peach denerwowała mnie srebrzystą poświatą, korektor Magix beige jest za ciemny, a lakiery są bublem.


Kilka kosmetyków dostałam:


Angielska wersja antyperspirantu Nivea (1) i przesyłka od FlosLeku (2-7). Mój mąż też znalazł w paczce kilka rzeczy dla siebie. Żeli do mycia twarzy już używami podobają mi się.

sobota, 13 września 2014

Kosmetyczne podsumowanie sierpnia cz.1 - zużycia

Znalazłam w końcu chwilę na wyciągniecie pudła z pustymi opakowaniami po kosmetykach zużytych w sierpniu. Jeśli zużyć jest więcej niż 10 to uważam to za dobry wynik. Tak było w sierpniu.


1. Cleanic - rumiankowe chusteczki do higieny intymnej

Od wielu lat mój numer 1 (nie tylko jako firma, ale też wariant - inne rodzaje niezbyt mi podeszły), na równi z tańszym odpowiednikiem Biedronkowym. Pisałam o nich nie raz i nie dwa. Dużym plusem jest to, że bez problemu można roztargać chusteczkę na pół i po użyciu spłukać w toalecie.

2. Labell - sól do kąpieli

Marka z Intermarche. Sól jak sól. Z braku laku może być.


3. FlosLek - dwufazowy płyn do demakijażu oczu

Zużyłam z przyjemnością, choć za dwufazami nie przepadam. Numerem 1 dla mnie nie jest, ale na pewno jest godny polecenia.

/recenzja/


4. Le Petit Marseillais - żel pod prysznic biała brzoskwinia+nektarynka

Zapach ma genialny! Owocowy, soczysty i świetny na lato. Inne zapachy są totalnie nie dla mnie.

/recenzja/


5. Wellness & Beauty - olejek do kąpieli wanilia+makadamia

Kupiłam za ok. 2zł w ofercie Cena na Dowidzenia. Nic szczególnego w nim nie zauważyłam, ale za 2 zł nie żałuję :p Zapach ma słodki, ciepły, niby typowo jesienno-zimowy, ale bez problemu używałam w lecie.


6. Avon - Naturals - żel pod prysznic migdał i mleko

Pisałam już chyba ze sto razy :p Kocham ten zapach *.* Niestety nie jest dostępny, ale na szczęście mam jeszcze chyba 3 buteleczki. Drugie "niestety" - zbliża się data ważności, więc skończyło się chomikowanie :/


7. Avon - On duty - antyperspirant

Antyperspiranty Senses bardzo lubiłam za świetną skuteczność, obecne On Duty nie są gorsze. 
Różowa wersja ma być o neutralnym zapachu a jednak nie jest. Zapach jest dosyć wyrazisty, kojarzy mi się z zapachem miętowego żelu Luksja :p Teraz mam wersję w sprayu i kulkę tropikalną - też są godne polecenia.


8. Green Pharmacy - eliksir do włosów przeciw wypadaniu

O ile dobrze pamiętam to druga butelka, którą zużyłam. Lubiłam psikać nim włosy, chociaż trudno mi odnieść się do obietnic o zahamowniu wypadania.

/recenzja/


9. Avon - Planet Spa - lawendowy mus do ciała

Nie doczekał się osobnej recenzji, bo nie jest już dostępny w sprzedaży. Miał konsystencję delikatnego kremu, z fioletowymi kuleczkami. Zapach - dosyć mocny i bywał męczący (taka typowa "szafowa" lawenda :p) w przeciwieństwie do zapachu maseczki i olejku do twarzy z tej samej serii. Przyjemnie nawilżał, nie kleił się na skórze, ale przez zapach ledwo wymęczyłam.

10. Regenerum
O nim nie chce mi się już pisać. Wszystko w recenzji.

/recenzja/

 
11. Eveline - Pure Control Sos - preparat przeciw wypryskom

Jeśli macie problem z pojawiającymi sie wypryskami, to warto przyjrzeć się temu preparatowi (tonikowi i kremowi z tej serii też). Mojemu mężowi też się spodobał przez skuteczność działania.

/recenzja/


12. Moschino - Funny

Kupiony lata temu, jeden ze starszych zapachów w mojej kolekcji. Zawzięłam się i wypsikałam do końca. Typowo letnie perfumy, ale nie typowo cytrusowe. Daleko im do cytrusowego CIFa czy odświeżacza do WC a to przez gorzkawe nuty zielonej herbaty i gorzkiej pomarańczy i to "coś". Radosne, beztroskie i pozytywne :)


wtorek, 9 września 2014

Uroda Melisa - krem do rąk

Lata temu byłam wręcz uzależniona od kremów do rąk - używałam ich kilkanaście razy dziennie. Żeby nie zapomnieć o kremiem gdy wychodziłam np. na zajęcia jedną tubkę zawsze miałam w torebce. Od pewnego czasu kremu używam 2-3 razy dziennie - zawsze przed spaniem, w tygodniu jeszcze zaraz po przyjściu do pracy i czasem w ciągu dnia. Całkowicie bez kremu się nie obejdę i podobnie jak w przypadku balsamu nie każdy mi odpowiada.

Ostatnio właśnie zużyłam krem do rąk firmy Uroda z serii Melisa (oszczędzę Wam widoku rozciętej tubki i poratuję się zdjęciem producenta).

www.urodapolska.eu

 Opis producenta:
Działanie: nawilża, regeneruje, łagodzi
Krem został opracowany na bazie roślinnych składników aktywnych, lanoliny oraz witaminy E. Błyskawicznie nawilża, łagodzi i regeneruje suchą oraz zniszczoną skórę dłoni. Doskonale pielęgnuje i natłuszcza płytkę paznokci.

Składniki aktywne zawarte w kremie do rąk Melisa:
Gliceryna – tworzy delikatny film ochronny, zapewniający prawidłowe nawilżenie skóry dłoni.
Wyciągi z melisy i zielonej herbaty – skutecznie łagodzą podrażnienia oraz przynoszą ulgę nieodżywionej skórze. Regenerują, działają antybakteryjnie, łagodzą stany zapalne i podrażnienia. Witamina E – redukują wolne rodniki, spowalnia procesy starzenia skóry. Lanolina – skutecznie niweluje szorstkość skóry, zmiękcza i wygładza. Pomaga w odbudowie lipidowego płaszcza ochronnego, zapobiega wysychaniu, nie utrudnia skórze oddychania.
Pojemność: 75ml
Cena: ok. 5,00 zł

Trudno o długą recenzję tego kremu, ponieważ jest całkowicie zwyczajny - nie zachwyca ani nie rozczarowuje. Nie ma też żadnych cech, o których miałabym coś więcej do napisania.

Co mi się w nim podoba to zapach (typowy dla tej serii - roślinny, delikatniejszy niż zapach balsamu) i brak klejenia i rolowania się nawet, gdy nałożę go w większej ilości. Nienawidzę, gdy ręce kleją się od kremu i gdy pod wpływem spływa ze skóry.
Szybko się wchłania, jak na moje upodobania i potrzeby nawet za szybko (ale ja mam dziwny gust :p). Po roztarciu skóra jest fajna w dotyku, przyjemnie nawilżona i gładka, tylko efekt ten mógłby utrzymywać się dłużej.
Nie jest rzadki, ani też tłusty. Konsystencję ma więc w sam raz :)

Nie polubiłam opakowania. Odkręcane zamknięcie nie jest czymś co mi się podoba w kremach do rąk. O wiele praktyczniejsze i wygodniejsze są te zatrzaskiwane. Niby szczegół, ale zakręcanie tubki posmarowanymi rękami albo szukanie zakrętki, która gdzieś się zapodziała bywa irytujące.

Poleciłabym go osobom nie mających problemu z wysuszoną skórą rąk i tym, którzy kremu używają częściej niż ja ;)


Jaki jest Wasz ulubiony krem do rąk? 
Znacie ten z Urody?

czwartek, 28 sierpnia 2014

Bubelnerum tudzież Regenbubel do paznokci (Regenerum)

Paznokciowy świr trochę mnie opuścił, co niestety widać. Ciąża też swoje z nimi zrobiła, podobnie jak karmienie dziecka piersią (teraz już tylko 2 razy dziennie, ale zawsze to dodatkowe obciążenie organizmu). 
Zawsze lubiłam odżywki, które wchłaniają się w płytkę. Wobec braku ukochanego i świetnie działającego Growth Activator z Sally Hansen (czy w ogóle jeszcze produkują???) po głowie zaczęło chodzić mi wchodzące wtedy na rynek Regenerum. O zakupie jednak stale zapominałam, co byłam w aptece to wracałam bez niego, aż w końcu udało mi się nie zapomnieć.

Sorry, ale jestem tak zdegustowana tym kosmetykiem, że nawet nie chce mi się robić swojej fotki, idę na łatwiznę i poniżej daję zdjęcie ze strony producenta.



Nie chce mi się też przekopiować opisu producenta. Muszę jednak przyznać, że jest on świetnie dopracowany - zamiast kilku zdawkowych słów obszerna informacja o działaniu, zastosowaniu i składzie. Znajdziecie go TUTAJ.

Ja nie wiem, "co miał autor na myśli" opracowując recepturę i pisząc te wszystkie piękne obietnice. Dla moich paznokci Regenerum to bubel. Na tyle bubel, że musiałam obciąć paznokcie, bo regularne stosowanie (codziennie przed snem) zrobiło na nich masakrę. Cztery paznokcie złamały się bardzo nisko, z czego jeden na tyle nisko, że o obcięciu nie było mowy. Musiałam go powolutku odrywać zostawiając jedynie cieniutką błonkę jako końcówka paznokcia. Nie muszę chyba pisać, jaki ból sprawiało każde podrażnienie, a nawet lekkie dotknięcie paznokcia? Nie pamiętam kiedy ostatnio w ten sposób złamały się paznokcie (czy właściwie naderwały), tak nisko. Dodam, że akurat wtedy jakiś szczególnie długich nie miałam, żeby to przez to tak się naderwały. Pogorszenie stanu paznokci ściśle łączę z regularnym stosowaniem Regenerum. Niestety.

Producent obiecuje m.in nawilżenie skórek - cóż, moje stały się bardziej suche, szybciej narastały i brzydko odstawały. Co im mogło tak zaszkodzić? 

Co ciekawe, gdy używałam od przypadku do przypadku nic takiego się nie działo, więc zmobilizowałam się do regularności - zostawiłam na stoliczku obok łóżka i kładąc się spać nakładałam na paznokcie, wmasowywałam, a potem standardowo smarowałam dłonie kremem.

Że też nie odłożyłam go od razu gdy zauważyłam, że z paznokciami dzieje się coś złego. Obecnie została resztka i na tym poprzestanę.

Wspomnę jeszcze, że moje dłonie mają styczność z wodą tyle co w trakcie prysznica, codziennej toalety i kąpania synka.. Czasem przepiorę jakieś ufajdane obiadem/podwieczorkiem ubranko 8-miesięcznego (od wczoraj :D) synka, czy umyję pilnie potrzebny garnek. 


Z takich technicznych spraw:
- za Regenerum zapłaciłam ok 14 zł. Niby nie dużo, ale pojemność tubki to zaledwie 5ml
- opakowanie jest bardzo pomysłowe i praktyczne w stosowaniu - po lekkim naciśnięciu tubki zawartość spływa na pędzelek, którym aplikuje się na paznokieć. Zdecydowanie wygodniejsze niż forma buteleczki jak lakier do paznokci
- serum ma postać olejku, dosyć szybko się wchłania (po wmasowaniu, pozostawiając na paznokciach trwa to wiadomo dłużej) i nie zostawia lepkiej warstwy (miałam kiedyś wielce chwalone Tisane, ale jego lepkość była dla mnie nie do zaakceptowania).



A u Was jak się spisuje Regenerum?
Oby lepiej niż u mnie.




wtorek, 26 sierpnia 2014

Mocny akcent na usta - 9 nowych szminek Avon Ultra Color Bold

W aktualnym katalogu Avonu (nr 12) pojawia się nowość - szminki z serii Ultra Color Bold. Można je zakupić w świetnej cenie 10.99zł (niby z kuponem, ale nawet jak nie macie zapytajcie konsultantkę - kupony ma i być może po koleżeńsku umożliwi Wam zakup w tej niskiej cenie).

Zainteresowana (hahaha jak zawsze jeśli chodzi o szminki, zwłaszcza z Avonu) zamówiłam 9 próbek, z których chciałam coś wybrać.
Swatche pokazuję na szybko, żebyście mogły skorzystać, na ustach są w trakcie fotografowania (nie mam jeszcze wszystkich kolorów uwiecznionych)


Szminkom nasycenia i głębi koloru nie można odmówić. Są mocno kryjące, intensywne, niektóre wręcz neonowe. Osobom wybierającym delikatne, transparentne szminki tych Bold nie polecę.

Trwałość mają bombową - mocno wpijają się w usta przez co wytrzymują ok 6 godzin mimo jedzenia i picia, jedynie co to znikają z kącików. Przez to wpijanie niestety czuć lekkie wysuszenie skóry ust, ale np. w przypadku Hi-def plum nic takiego nie czuję.

Szminki nie mają wyraźnych drobinek, a mimo to lśnią na ustach satynowym połyskiem. To zdecydowany plus!

Uwaga na opakowanie!!! Zdjęcie na kuponie i opis na KWC wskazują na wysuwane opakowanie (pamiętacie serię Pro-to-go?), jednak niestety szminka jest w tradycyjnym opakowaniu, z "okienkiem" jak seria Ultra Color i Doskonałość Absolutna. Szkoda :/

Co nieco o kolorach, które mam w formie próbek:

Bright nectar - był moim typem, wręcz pewniakiem, jednak po próbce miano to traci. O ile lubię takie wesołe pomarańcze, morele to akurat ta szminka jest dziwna. W świetle dziennym jest ok (na moich ustach wybiają różowe tony), byłam nawet skłonna ją kupić, ale już w sztucznym, żółtym świetle nie prezentuje się tak fajnie - smutno, wręcz nijako.

Fearless fuchsia - barbiowy neon aczkolwiek mająca w sobie "coś", co przez moment wywołało chęć posiadania pełnowymiarowego opakowania. Jest chłodnym odcieniem, z kapką fioletu - chyba to właśnie to "coś". Jednak do końca nie jestem przekonana. Będę próbować dalej :)
Hi-def plum - za to do tej jestem przekonana od samego początku i to od razu na 100%, mimo, że liczyłam na bardziej fioletowy kolor (tymczasem jest to różowo-fioletowy soczysty miks z przewagą różu). Kolor jest mega *.* Do tego ma piękny, gładki połysk i nie czuję wysuszenia ust jak w przypadku pozostałych szminek. Świetnie się nakłada, pięknie wygląda na ustach, zwraca uwagę otoczenia, więc nie dla dziewczyn, które nie lubią/nie chcą być widoczne.
Kolor skojarzył mi się z Russian Violetta z Catrice, jednak nie są to duble - szminka z Catrice nie jest tak kryjąca i jest zdecydowanie bardziej fioletowa. Pomyślałam też o Mad for magenta (Maybelline Color Whisper) - u tej szminki najgorzej z kryciem (trzeba się sporo namachać żeby uzyskać soczysty, mocny kolor) i ta z kolei jest bardziej różowa.

Power Plum - w przypadku tego odcienia również stawiałam na bardziej fioletowy kolor, tymczasem róż jest bardzo wyraźny. Nie wybiorę tego koloru, bo nie trafia w mój gust (pewnie głównie przez to, że jest dosyć ciemna), albo inaczej: mi niezbyt pasuje, bo na ręce mi się spodobał.

Extreme mauve - kolejny kolor, o którym nie wiem co sądzić. Z jednej strony soczysty, elegancki (widzę ją przy czarnej sukience na eleganckim przyjęciu), trochę ciemniejszy niż na zdjęciu kolor, z bardzo delikatnym fioletowym tonem (widać w zasadzie tylko z bardzo bliska), ale coś nie do końca mi w niej gra. Niby ładna, dobrze się w niej czuję i byłabym skłonna ją kupić, ale jednak coś mnie powstrzymuje. Może mnie postarza?

Berry bold - zdecydowanie nie dla mnie - ciepła, elegancka bordo-czerwień. Źle się czuję w takich kolorach (ciemniejszy niż na zdjęciu), do tego wyjątkowo problematycznie się nakłada (pozostałe kolory jakie mam są w porządku pod tym względem).

Coral burst - jak dla mnie to żaden koral. Kolor jest dosyć ciemny i ciepły - wyraźnie wpada w miedź, rudy, przez co nie widzę go w mojej szminkowej kolekcji.

Peony pop - "C'mon Barbie, let's go party" - taaaa typowa plastikowa laleczka ;) Cukierkowy, wręcz przerażający plastikowy róż. Bez wątpienia znajdzie swoje zwolenniczki ;)


Rapid rose - kolejny dziwak. Na ręce i na ustach w świetle dziennym to lekko przybrudzony, stonowany róż, który w sztucznym świetle pomarańczowieje :/ W takiej wersji już mi się nie podoba, a że powoli większość dnia będziemy spędzali właśnie w sztucznym świetle to ją sobie odpuszczam.


Macie swoich faworytów wśród szminek Bold?

Polecane posty

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...