wtorek, 30 września 2014

A niebawem ...

Na słoneczną i tą mniej przyjemną jesień ...

Na mroźną zimę ...

Na orzeźwiającą wiosnę ...

Na romantyczny, gorący letni wieczór ...


Far Away - sztandarowy zapach Avonu, 
nie może być obojętny - albo się go kocha, albo nienawidzi

Far Away Gold - najnowsza wersja limitowana


piątek, 26 września 2014

Przegląd korektorów z Avonu

Długo, długo z korektorami pod oczy było mi nie po drodze. Niby przeważnie zawsze jakiś miałam, ale z używaniem było różnie. Ostatnio zaczęłam doceniać ten niepozorny kosmetyk, podobnie jak podkład (tak, tak, dopiero w tym roku włączyłam go do codziennego makijażu, a maluję się ok 13-14 lat).

Nazbierało mi się kilka korektorów z Avonu, więc napiszę o nich co nieco. Może ułatwi Wam to wybór :)


Po kolei:

1. W sztyfcie - fair
2. Invisible light - light
3. Magix - light
4. Magix - beige
5. Calming Effects - fair

Formę aplikacji mają różną: sztyft, pędzelek i gąbeczkowy aplikator.


1. Korektor w sztyfcie przez swoją formułę nadaje się bardziej na jakieś niespodzianki/niedoskonałości (zwał jak zwał ;))  i tak w zasadzie w katalogu jest opisany. Jest suchy i zbity więc do użycia pod oczy jest niewygodny, aczkolwiek od biedy, na sporadyczne użycie ujdzie.

2. Invisible light w wygodnym pędzelku. Jest płynny, mokry, ale dosyć szybko zasycha, więc trzeba w miarę szybko nakładać. W przeciwnym razie widać smugi. Delikatnie rozświetla (widać w słońcu), a krycie ma średnie, ale mimo to widać poprawę kolorytu skóry wokół oczu.Jeśli oczekujecie spektakularnych efektów, to nie z tym korektorem ;)
Poprawa kolorytu jest, ale niestety regularnym używaniem przesuszyłam i podrażniłam sobie skórę blisko linii rzęs. Teraz uważam, żeby nakładać go tylko trochę niżej. Wtedy jest ok :)

3., 4. Magix - zdecydowanie bardziej kryją niż poprzedni, więc do zakrycia cieni pod oczy zdecydowanie się nadadzą. Mają też więcej drobinek - czy to plus czy minus to już zależy od osobistych preferencji. Jego anglojęzyczna nazwa Multi-benefit illuminator, więc może służyć do rozświetlenia wybranych partii twarzy.
Co mnie negatywnie zaskoczyło to to, że Magix nie współgra z każdą kredką :/ Ile się namęczyłam, żeby kreska zrobiona kredką Essence Stays no matter what (tą niby czarną, "niby", bo jest raczej bardzo ciemno szara ;)) była widoczna. Bardzo tępo się ją nakładało i efekt był mizerny.

5. Calming Effects - ma przyjemną, satynową i delikatną konsystencję, bardzo mi się ona podoba :) Kryje podobnie do Invisible light mimo, że jest gęściejszy. Nie ma drobinek (miła odmiana :))

Kolory:


Korektor w sztyfcie (fair; 1) i Invisible light (light; 2) są typowo jasne, lekko żółte, ale przy tym niezbyt ciepłe (odpowiada mi ten odcień, tego w pędzelku mam drugie czy trzecie opakowanie). Pasują też do lekko opalonej skóry - widoczny jest wtedy efekt delikatnego rozjaśnienia, nadal wyglądają naturalnie. Przy bardzo ciemnej karnacji/opalonej będą za jasne. 
Magix w kolorze light (3) jest baardzo jasny, wręcz biały. Dokładając do tego dobre krycie można uzyskać niezbyt naturalny i zdrowy efekt. Sprawdzi się u posiadaczek bardzo jasnej cery, lub lubiących ekstremalne rozjaśnienie skóry pod oczami. Z kolei beige (4) jest o wiele ciemniejszy, do tego w dziwnym i brzydkim pomarańczowo-różowym odcieniu. Nie wyobrażając go sobie na twarzy - oddałam. Zdecydowanie brakuje tu koloru pomiędzy tymi dwoma :/
Calming Effects fair (5) jest ciemniejszy niż pierwsze dwa korektory i obawiałam się, że będzie dla mnie za ciemny (pod oczy lepiej wybrać za jasny odcień niż za ciemny) i za ciepły. Okazało się jednak, że dopasowuje się do skóry i wygląda fajnie (jeśli nie potrzebne jest rozjaśnienie, a jedynie wyrównanie kolorytu) zwłaszcza w okresie letnim, gdy jest choć trochę opalona.


Używanie korektora pod oczy?
Macie faworyta?



sobota, 20 września 2014

Kosmetyczne podsumowanie sierpnia cz. 2 - co nowego?

Koniec miesiąca się zbliża, a ja dopiero teraz pokazuję co kupiłam i dostałam. Tak jakoś szybko leci wrzesień i mam mało czasu, przez co to dopiero 3 wpis w tym miesiącu.

Kupiłam jak na mnie niewiele:


Suchy szampon Batiste (1) nigdy mnie jakoś szczególnie nie kusił, wpisy na blogach przeważnie omijałam, ale gdy w Biedronce zobaczyłam 2 ostatnie butelki po 10,99 kupiłam jeden. I nie żałuję.

Perfumy Jennifer Lopez Glow (2) chodziły za mną od kilku miesięcy, kiedy to ubzdurało mi się psikadło o zapachu proszku do prania. Wśród wielu typów (dla mnie nietrafionych) Glow po zamówionej próbce okazał się strzałem w 10 :D Dla mojego nosa to świeżo otwarty, aż ostry proszek do prania *.*

Lakiery zmieniające kolor z Avonu (3, 4) - Contrast Coral i French Twist to dla mnie jedynie wyrzucenie pieniędzy w błoto. Zmiana koloru po nałożeniu bezbarwnego jest bajerem, który może sprawdzić się do zrobienia prostego zdobienia typu kropki, kreski (będą wtedy w innym kolorze niż lakier bazowy). Do zmiany koloru lakieru na całej płytce jest niepotrzebnym zawracaniem głowy.
Do tego trwałość jest tragiczna - odprysnął już na drugi dzień.
Contrast Coral pokażę Wam w tym tygodniu.

Korektory pod oczy (5-8) z Avonu kupiłam przez niską cenę. Invisible light kupiłam na zapas, bo niedługo zużyję ten co mam. Potem są oba odcienie Magix i z serii Calming effects. Jutro postaram się je wszystkie pokazać.

I znowu szminki ... I znowu Avon. Tym razem Hibiscus z serii Ultra Color (9), Hi Def Plum z serii Ultra Color Bold (10) i Pink Peach Extra lasting (11).

Nie dość, że dosyć mało zakupów, to jeszcze 4 z nich właśnie dzisiaj odesłałam:


Szminka Pink Peach denerwowała mnie srebrzystą poświatą, korektor Magix beige jest za ciemny, a lakiery są bublem.


Kilka kosmetyków dostałam:


Angielska wersja antyperspirantu Nivea (1) i przesyłka od FlosLeku (2-7). Mój mąż też znalazł w paczce kilka rzeczy dla siebie. Żeli do mycia twarzy już używami podobają mi się.

sobota, 13 września 2014

Kosmetyczne podsumowanie sierpnia cz.1 - zużycia

Znalazłam w końcu chwilę na wyciągniecie pudła z pustymi opakowaniami po kosmetykach zużytych w sierpniu. Jeśli zużyć jest więcej niż 10 to uważam to za dobry wynik. Tak było w sierpniu.


1. Cleanic - rumiankowe chusteczki do higieny intymnej

Od wielu lat mój numer 1 (nie tylko jako firma, ale też wariant - inne rodzaje niezbyt mi podeszły), na równi z tańszym odpowiednikiem Biedronkowym. Pisałam o nich nie raz i nie dwa. Dużym plusem jest to, że bez problemu można roztargać chusteczkę na pół i po użyciu spłukać w toalecie.

2. Labell - sól do kąpieli

Marka z Intermarche. Sól jak sól. Z braku laku może być.


3. FlosLek - dwufazowy płyn do demakijażu oczu

Zużyłam z przyjemnością, choć za dwufazami nie przepadam. Numerem 1 dla mnie nie jest, ale na pewno jest godny polecenia.

/recenzja/


4. Le Petit Marseillais - żel pod prysznic biała brzoskwinia+nektarynka

Zapach ma genialny! Owocowy, soczysty i świetny na lato. Inne zapachy są totalnie nie dla mnie.

/recenzja/


5. Wellness & Beauty - olejek do kąpieli wanilia+makadamia

Kupiłam za ok. 2zł w ofercie Cena na Dowidzenia. Nic szczególnego w nim nie zauważyłam, ale za 2 zł nie żałuję :p Zapach ma słodki, ciepły, niby typowo jesienno-zimowy, ale bez problemu używałam w lecie.


6. Avon - Naturals - żel pod prysznic migdał i mleko

Pisałam już chyba ze sto razy :p Kocham ten zapach *.* Niestety nie jest dostępny, ale na szczęście mam jeszcze chyba 3 buteleczki. Drugie "niestety" - zbliża się data ważności, więc skończyło się chomikowanie :/


7. Avon - On duty - antyperspirant

Antyperspiranty Senses bardzo lubiłam za świetną skuteczność, obecne On Duty nie są gorsze. 
Różowa wersja ma być o neutralnym zapachu a jednak nie jest. Zapach jest dosyć wyrazisty, kojarzy mi się z zapachem miętowego żelu Luksja :p Teraz mam wersję w sprayu i kulkę tropikalną - też są godne polecenia.


8. Green Pharmacy - eliksir do włosów przeciw wypadaniu

O ile dobrze pamiętam to druga butelka, którą zużyłam. Lubiłam psikać nim włosy, chociaż trudno mi odnieść się do obietnic o zahamowniu wypadania.

/recenzja/


9. Avon - Planet Spa - lawendowy mus do ciała

Nie doczekał się osobnej recenzji, bo nie jest już dostępny w sprzedaży. Miał konsystencję delikatnego kremu, z fioletowymi kuleczkami. Zapach - dosyć mocny i bywał męczący (taka typowa "szafowa" lawenda :p) w przeciwieństwie do zapachu maseczki i olejku do twarzy z tej samej serii. Przyjemnie nawilżał, nie kleił się na skórze, ale przez zapach ledwo wymęczyłam.

10. Regenerum
O nim nie chce mi się już pisać. Wszystko w recenzji.

/recenzja/

 
11. Eveline - Pure Control Sos - preparat przeciw wypryskom

Jeśli macie problem z pojawiającymi sie wypryskami, to warto przyjrzeć się temu preparatowi (tonikowi i kremowi z tej serii też). Mojemu mężowi też się spodobał przez skuteczność działania.

/recenzja/


12. Moschino - Funny

Kupiony lata temu, jeden ze starszych zapachów w mojej kolekcji. Zawzięłam się i wypsikałam do końca. Typowo letnie perfumy, ale nie typowo cytrusowe. Daleko im do cytrusowego CIFa czy odświeżacza do WC a to przez gorzkawe nuty zielonej herbaty i gorzkiej pomarańczy i to "coś". Radosne, beztroskie i pozytywne :)


wtorek, 9 września 2014

Uroda Melisa - krem do rąk

Lata temu byłam wręcz uzależniona od kremów do rąk - używałam ich kilkanaście razy dziennie. Żeby nie zapomnieć o kremiem gdy wychodziłam np. na zajęcia jedną tubkę zawsze miałam w torebce. Od pewnego czasu kremu używam 2-3 razy dziennie - zawsze przed spaniem, w tygodniu jeszcze zaraz po przyjściu do pracy i czasem w ciągu dnia. Całkowicie bez kremu się nie obejdę i podobnie jak w przypadku balsamu nie każdy mi odpowiada.

Ostatnio właśnie zużyłam krem do rąk firmy Uroda z serii Melisa (oszczędzę Wam widoku rozciętej tubki i poratuję się zdjęciem producenta).

www.urodapolska.eu

 Opis producenta:
Działanie: nawilża, regeneruje, łagodzi
Krem został opracowany na bazie roślinnych składników aktywnych, lanoliny oraz witaminy E. Błyskawicznie nawilża, łagodzi i regeneruje suchą oraz zniszczoną skórę dłoni. Doskonale pielęgnuje i natłuszcza płytkę paznokci.

Składniki aktywne zawarte w kremie do rąk Melisa:
Gliceryna – tworzy delikatny film ochronny, zapewniający prawidłowe nawilżenie skóry dłoni.
Wyciągi z melisy i zielonej herbaty – skutecznie łagodzą podrażnienia oraz przynoszą ulgę nieodżywionej skórze. Regenerują, działają antybakteryjnie, łagodzą stany zapalne i podrażnienia. Witamina E – redukują wolne rodniki, spowalnia procesy starzenia skóry. Lanolina – skutecznie niweluje szorstkość skóry, zmiękcza i wygładza. Pomaga w odbudowie lipidowego płaszcza ochronnego, zapobiega wysychaniu, nie utrudnia skórze oddychania.
Pojemność: 75ml
Cena: ok. 5,00 zł

Trudno o długą recenzję tego kremu, ponieważ jest całkowicie zwyczajny - nie zachwyca ani nie rozczarowuje. Nie ma też żadnych cech, o których miałabym coś więcej do napisania.

Co mi się w nim podoba to zapach (typowy dla tej serii - roślinny, delikatniejszy niż zapach balsamu) i brak klejenia i rolowania się nawet, gdy nałożę go w większej ilości. Nienawidzę, gdy ręce kleją się od kremu i gdy pod wpływem spływa ze skóry.
Szybko się wchłania, jak na moje upodobania i potrzeby nawet za szybko (ale ja mam dziwny gust :p). Po roztarciu skóra jest fajna w dotyku, przyjemnie nawilżona i gładka, tylko efekt ten mógłby utrzymywać się dłużej.
Nie jest rzadki, ani też tłusty. Konsystencję ma więc w sam raz :)

Nie polubiłam opakowania. Odkręcane zamknięcie nie jest czymś co mi się podoba w kremach do rąk. O wiele praktyczniejsze i wygodniejsze są te zatrzaskiwane. Niby szczegół, ale zakręcanie tubki posmarowanymi rękami albo szukanie zakrętki, która gdzieś się zapodziała bywa irytujące.

Poleciłabym go osobom nie mających problemu z wysuszoną skórą rąk i tym, którzy kremu używają częściej niż ja ;)


Jaki jest Wasz ulubiony krem do rąk? 
Znacie ten z Urody?

Polecane posty

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...