środa, 22 października 2014

Pachnący wpis: Avon - Far Away & Far Away Gold

Far Away klasyczne uwielbiam, a pomyśleć, że długo zapach ten uważałam za największego śmierdziela (później, po poznaniu Angel Mugglera razem cieszyli się tym zacnym mianem). Kilka lat temu, 4? 5? wcześniej? coś się poprzestawiało w moich zapachowych gustach i teraz nie obejdę się bez FA.
Far Away Gold od razu mnie zaintrygowało. Czy to ten sam zapach tylko w innej, złotej butelce? Czy może coś je różni?



Far Away


Poniżej nuty zapachowe ze strony Fragrantica.pl  - po lewej podane przez producenta, po prawej zgodne z tym wyczuwają użytkownicy tego portalu.

 NUTY:
górne: karo-korund, ylang-ylang, pomarańcza, kokos i brzoskwinia
środkowe:  jaśmin, osmantus, róża, fiołek, gardenia i frezja
dolne: wanilia, drzewo sandałowe, piżmo i żywica bursztynowa.

Far Away to bez wątpienia zapach specyficzny, często określany jako "babciny", przez co ma swoich zagorzałych przeciwników. Rzeczywiście. Zapach jest mocny, wręcz przytłaczający wanilią, jaśminem, azjatyckim ylang-ylang i piżmem.Potrafi zawiercić w nosie, czasem zdarza mi się aż kichnąć ;)

Czy jest słodki? Mi słodkie zapachy kojarzą się głównie z ulepkowymi, cukierkowymi zapachami np. Escady. W takim sensie Far Away nie jest słodki. Jednak na pewno czuć w nim słodycz wanilii, choć nie tak dosłownej i słodkiej jak w dostępnej kiedyś mgiełce z serii Naturals.

Zapach idealnie jesienno-zimowy, otulający ciepłym, orientalnym aromatem, który z biegiem dnia łagodnieje lecz wieczorem, po ponad 12 godzinach nadal jest wyczuwalny! Nie spotkałam drugiego tak trwałego zapachu w ofercie Avonu. Miałam/mam ich sporo i wszystkie po średnio 2-3 godzinach znikają, także z droższych (Lacroix Rouge bardzo mnie rozczarował pod tym względem). "Rekordzistą" jest Outspoken, którego po 30 minutach już nie czuję.
Far Away zostaje na szaliczku, włosach i w pomieszczeniu, w którym się przebywa. Dla mnie bomba :D
 
Mimo wpisania się w jesienno-letnią aurę nie mam oporów użycia go także w cieplejszy dzień - zupełnie inaczej go wtedy odbieram i nie dusi mnie jego aromat. Nie wiem jak innych :p


Buteleczka jest skromna, poręczna, zgrabnie leży w dłoni, ozdobiona jedynie czarnym frędzelkiem, który bez problemu można zdjąć, jeśli komuś przeznacza. Niezwykle podoba mi się brak napisów na butelce. Oszronione szkło, czarno-różowa kuleczka jako korek, frędzelek i wystarczy. Chyba każdy ją rozpozna, wszak to sztandarowy zapach Avonu, produkowany już 20 lat.

Jedyny zapach, którego po zużyciu kupuję kolejną buteleczkę i od kilku lat nie mam dość :)


Far Away Gold


Poniżej nuty zapachowe ze strony Fragrantica.pl  - po lewej podane przez producenta, po prawej zgodne z tym wyczuwają użytkownicy tego portalu.

NUTY:
brzoskwinia, pomarańcza, jaśmin, wanilia, ylang-ylang, żywica bursztynowa i kokos. 

Złota buteleczka mnie zachwyciła. Co prawa nie jest szroniona jak klasyczne F.A. a ma połysk, ale nadal przykuwa i cieszy wzrok. Brak napisu (jak w klasycznym F.A.) byłby dodatkowym atutem, ale zawsze buteleczkę mogę ustawić napisem do tyłu.
Jedynie co mnie w buteleczce rozczarowało to brak uroczej przywieszki i złotego elementu trzymającego frędzelek, które są pokazane w katalogu

źródło: www.fragrantica.pl
A sam zapach? Jak się ma do klasycznego F.A.?
Tak jak pokazują nuty jest mniej skomplikowany, ale nadal bardzo zbliżony! Są momenty, kiedy wydaje mi się że to dokładnie to samo, a za chwilę jednak wybija coś co je różni.
Na pewno Far Away Gold jest łagodniejszy (choć nadal ciężki) i odrobinę mniej waniliowy. Podobnie jak w F.A. nie czuję tu owoców, które wymienia producent (i całe szczęście).
Łagodniejszy zapach niesie też za sobą krótszą trwałość, ale nadal spisują się dobrze pod tym względem.



Gdybym miała wskazać, którą wodę polecam bardziej, to miałabym problem. W zapachu różnica jest subtelna, ale jednak jest i sprawia, że nie są one dla siebie zamiennikiem.
Far Away są zdecydowanie trwalsze, ale równocześnie intensywniejsze.

Powiem więc tak: jeśli klasyczne Far Away są dla Was za ciężkie, to warto zamówić choćby próbkę wersji Gold.
A jeśli klasyczne Far Away są wśród lubianych przez Was zapachów, wersja Gold również powinna do nich dołączyć.



poniedziałek, 20 października 2014

Dni Lifestyle 21.10-22.10

Karty Super-Pharm w dłoń (a jak karty b\nie macie możecie założyć na miejscu), w drugą portfele z gotówką lub kartą a w trzecią (;)) koszyk na zakupy, bo
 SP przygotowała kolejne Dni Lifestyle.

Jutro i pojutrze produkty wielu firm można kupić  50% taniej:



Na mojej liście znalazły się już 4 kosmetyki Dermedic z serii Hydrain 3:
- przeciwzmarszczkowy krem na dzień
- przeciwzmarszczkowy krem na noc
- nawadniająca maska do twarzy
- kremowy żel do mycia twarzy

Polecam także serum z tej serii - mam go jeszcze sporo (jest bardzo wydajne), więc się oprę pokusie :)

Chcę kupić także szampon do włosów z Dove - ostatnio zużyłam do włosów farbowanych i mile mnie zaskoczył głównie przez nie powodowanie swędzenia skóry głowy.

Cała gazetka:


Planujecie zakupy? Co polecacie a co odradzacie?

sobota, 18 października 2014

Świat się kończy - byłam w kinie. Świat się kończy po raz drugi - na polskim filmie ... ("Bogowie")

Mąż zaprosił mnie do kina, a prawie 10 miesięczny syn został z babcią (na szczęście nie ma z tym problemu). Taaaak, ja i kino, ja i film a tym bardziej ja i polski film (bo właśnie polski film wybrał). Dobry żart, bo za filmami nie przepadam, jednak tym razem z chęcią przytaknęłam propozycji. Chodziło mi wszak bardziej o rozerwanie się niż o sam film "Bogowie" o którym "coś tam" słyszałam na zasadzie że taki powstał, że gra Kot (a Kota przez rolę w jednym z głupszych seriali jakie znam, a mianowicie w Niani nie lubię) i w sumie tyle.




Ja, kinowo-filmowa ignorantka, wręcz gardząca polskimi produkcjami wyszłam z seansu poruszona do szpiku kości. 

Film zrobił na mnie mega wrażenie! Do roli Religi nie było lepszego aktora choć można tu dywagować, czy wzrostowo nie ma tu zbytniej rozbieżności (Kot ma prawie 2 metry). Ale czym jest wzrost w obliczu tak wiernego oddania wyrazu twarzy, chodu, wczucia się w rolę, przez co stale miałam poczucie, że podglądam prawdziwego Religę. Podglądam, a przy tym pojawia się natłok refleksji nt. życia i śmierci a także zdumienie i niedowierzanie (po raz kolejny), że człowiek jest mechanizmem napędzanym przez pracę mózgu i serca i że w każdym momencie może coś się "zepsuć". Są to kwestie zdecydowanie przekraczające moje zdolności pojmowania (drugim takim tematem, który ogarnąć i zrozumieć nie potrafię to poczęcie - nie chodzi mi tu o fachowe, medyczne podejście do sprawy i oglądniecie animacji, ale o takie autentyczne zrozumienie "ale jak to możliwe, że w ciele kobiety rozwija się człowiek") ale też nie sposób ich uniknąć patrząc na film.
Można mieć wątpliwości i różnie oceniać polityczne poczynania Religi pod koniec życia (chodzi mi tu o głośne kontrowersje wywołane poparciem Tuska po zrezygnacji z kandydowania na prezydenta Polski w 2005 roku, mimo jego wcześniejszej przynależności do PiSu) jednak jako kardiochirurg wzbudza mój podziw głównie przez determinację i odwagę zawodową.

W filmie nie mogło zabraknąć scenki po operacji przeszczepu serca, którą ukazuje chyba najpopularniejsze zdjęcie Religi, które zostało zdjęciem roku National Geographic i jest na liście 100 najważniejszych zdjęć tego magazynu.


Jeśli opinia filmowej ignorantki  Was nie przekonuje, spójrzcie na zwiastun:



Zostawiając Was z tematem do rozważenia życzę udanego weekendu (być może w kinie na filmie "Bogowie"?)

piątek, 17 października 2014

Kosmetyczne podsumowanie września cz. 2 - co nowego?

Wrześniowe zakupy uznaję raczej za racjonalne, co nie znaczy, że nie mogłabym się obyć bez kilku z nich ;) Jest tu w zasadzie sam Avon - jakoś nie mam ostatnio ochoty ani czasu chodzić po drogeriach, przestałam nawet śledzić gazetki promocyjne.


Ucieszył mnie powrót serii z kwiatem lotosu z serii Planet Spa. Korzystając z atrakcyjnych cen i dodatkowej promocji - 40% czy 45% (nie pamiętam dokładnie) na PS dla konsultantek wybrałam krem do ciała i maseczkę do twarzy (miałam wcześniej 2 razy) z tej właśnie serii i jeszcze maskę do włosów z kawiorem, maseczkę oliwkową do twarzy (używam wcześniej kupioną i polubiłam). Maseczkę z jagodami acai dostałam - seria pachnie obłędnie, słodko-kwaśno i nie przytłacza.

Z farbami do włosów mam w zasadzie zerowe doświadczenie (pisałam kiedyś, że dopiero rozpoczęłam przygodę z farbowaniem), te z Avonu przypadły mi do gustu choć trudno mi stwierdzić, czy są super-extra bo nie mam porównania. Ponownie kupiłam kolor Ciemny złoty brąz, ponieważ lepiej się w nim czułam niż w Średnim brązie.

Kremy do rąk z Avonu bardzo lubię, szkoda tylko, że nie mają zatrzaskiwanych wieczek :/ Odkręcane sa mało praktyczne. Bez oporów zamówiłam nowość - krem z olejkiem arganowym, zwłaszcza, że ma pozytywnie wpłynąć również na paznokcie i skórki. Zakupię też kolejną wersję - z oliwą z oliwek.

Natomiast te z Oriflame kupiłam zmuszona sytuacją. Byłam na dużej imprezie plenerowej i po prostu MUSIAŁAM posmarować ręce, a nie miałam czym :/ Z Avonu wolałam kupić "u siebie", zdecydowałam się więc na Oriflame tym bardziej, że nie mam obecnie dostępu do kosmetyków tej firmy. I zrobiłam głupotę, z resztą spodziewałam sie tego - wszak kosmetyki Oriflame mi z reguły nie podchodzą. Oba, czyli z serii Milk & Honey i Swedish Spa słabo nawilżają, skóra się klei. Żałuję wyboru, który do tanich też nie należał (za M&H zapłaciłam chyba 10zł, a ze ten drugi 13).

Avonowe antyperspiranty w kulce u mnie się sprawdzają, więc zamówiłam w korzystnej promocji: 3 za 15zł. Co prawda nie były mi potrzebne na "już", bo w zapasach coś jeszcze mam, ale w miarę szybko zużywam.

Z kolorówką skromnie.
Przybył zamówiony wcześniej lakier Coral reef, który powinnam dostać w sierpniu, ale brakło.
I 2 kredki do oczu: dwustronna Gunmetal shimmer, która niestety mnie rozczarowała i gruba Big Colour w kolorze Ultra violet, która w pierwszym zetknięciu również negatywnie zaskoczyła głównie przez kolor, który nijak ma się do tego co pokazuje katalog. Powoli jednak przekonuję się do niej.

I na koniec psikadełka.
 

Zapachy Avonu może nie należą do tych najwyższych lotów, jednak co jakiś czas znajduję coś dla siebie.

Rouge stworzona przez Ch. Lacroix chodziła za mną w zasadzie odkąd się pojawiła w sprzedaży, jednak dopiero teraz postanowiłam ją zamówi - bez wątpienia przez atrakcyjną cenę, jaka była w ostatnim katalogu (89zł). Niska cena uśpiła moją czujność i wyjątkowo kupiłam bez próbki, kierując się jedynie wspomnieniem z wąchania "kiedyś tam" i stroną zapachową. Niestety na mnie woda mi się nie podoba :/ Jest bardzo podobna do Passion Dance, która mi się "przejdła" kilka lat temu, kiedy co krok ktoś nią pachniał, w tym ja. Pojawiła się wtedy jako nowość i zapanował szał. Rouge ma podobną nutę, jest jednak łagodniejsza niż PS. Do tego jest bardzo nietrwała - po 3-4 godzinach niewiele już czuć.

Far Away Gold musiały być moje. I nie żałuję zakupu. Więcej nie napiszę, bo o tym w niedzielę :)


Podobnie jak w tamtym miesiącu tak i teraz szykuje się zwrot do Avonu. Po tym co napisałam nie trudno zgadnąć, że tym razem będzie to podwójna kredka i perfumy Rouge.


A jak wygladają Wasze wrześniowe zakupy? Z wszystkiego jesteście zadowolone?

środa, 15 października 2014

Kosmetyczne podsumowanie września cz. 1 - zużycia

Walka z zapasami trwa i idzie całkiem nieźle :) Kolejne puste opakowania traktuję jako mały sukces, aby w ostateczności osiągnąć większy.
Zrobiłam ostatnio przegląd zapasów, do osobnego pudła włożyłam kosmetyki, które muszę zużyć w pierwszej kolejności jeszcze w 2014 roku/na początku 2015, aby nie minął termin ważności. W szczególności musiałam to zrobić z żelami pod prysznic - tu będzie ostro, mam jednak nadzieję, że pozostając przy spokojnym zużywaniu a nie na siłę (typu 1 żel na 3-4 użycia ;)) uda mi się wszystko wykończyć w terminie.

10 zużytych kosmetyków to mój "normalny" wynik, każde opakowanie mniej to gorszy miesiąc, a każdy więcej - lepszy. Wrzesień był standardowy pod tym względem.


1. Green Pharmacy - cukrowo-solny peeling do ciała Masło shea i zielona kawa

Warto go wypróbować, jeśli nie przeszkadza Wam parafina i delikatna warstwa jaką pozostawia na skórze.
Dobrze ściera i wygładza, drobinki cukru i soli nie rozpuszczają się za szybko, więc zdążą zadziałać. Możliwe, że wypróbuję jeszcze jakąś inną wersję.

recenzja


2. Dove - szampon do włosów farbowanych

Z kosmetykami do włosów Dove było mi nie po drodze, głównie dlatego, że nie wzbudzały mojego zaufania. Jakiś czas temu zakwalifikowałam się do testów na Wizażu i musze przyznać, ze miło mnie zaskoczyła seria do włosów farbowanych. Szampon nie przesuszył włosów, nie podrażnił skóry głowy, nie wywołał swędzenia. Nawet po uzyciu samego szamponu włosy były miękkie i gładkie.


3. Uroda - krem do rąk Melisa

Zużyłam z przyjemność aczkolwiek nie jestem z niego całkowicie zadowolona. Nawilżenie jest zbyt krótkotrwałe i jak dla mnie niewystarczające. Natomiast mojej siostrzenicy, której żaden z kremów do tej pory nie podszedł o dziwo pomógł i dopytywała co to z krem aby móc kupić.

recenzja


4. Biały jeleń - żel pod prysznic Kozie mleko

Przyjemny, niewysuszający żel o delikatnym, perfumowym zapachu. Nie pachnie niczym konkretnym, trochę słodko, trochę świeżo. Niezbyt przypadło mi do gustu, ale sam żel wart jest wypróbowania


5. Avon - maseczka do twarzy z minerałami Morza Martwego Planet Spa

To 5? 6 opakowanie? Nie pamietam, pogubiłam się. Seria Planet Spa nie grzeszy dobrymi składami (mimo dosyć wysokich cen), wszystko co wartościowe jest zawsze na szarym końcu, jednak maseczki bardzo lubię, tą także. Dokładnie oczyszcza a przy tym nie ściąga skóry. Po zmyciu twarz jest gładka, przyjemna w dotyku i odświeżona. Wyciągnęłam już kolejną tubkę.


6. Avon - antyperspirant Invisible protection On Duty

Od dawna używam antyperspirantów w kulce, jednak czasami mam ochotę się popsikać. Ten z Avonu spisał się bardzo dobrze, nie mam zastrzeń z wyjątkiem dosyć intensywnego zapachu.


7. Sahar - olej arganowy

Nie jest to czysty olej arganowy, w zasadzie to parafina z 10% oleju arganowego. Na włosach spisał się bardzo dobrze. Zapach jest mocny, jakby orzechowy - nie przypadł mi do gustu.


8. Ralph Lauren - Pure Turquoise

Mocny, zdecydowany zapach, kojrzył mi się z zapachem burzy, czy choćby samego deszczu. Nie jest to bynajmniej zapach świeżości, którą ów burza przynosi a raczej wilgoci. Ma w sobie męską nutą.


9. Minimydło różane kupione we Włoszech
 a dokładniej na Monte Cassino, na etykiecie jest nawet zdjęcie klasztoru.

Pozytywnie mnie zaskoczyło! Absolutnie nie wysuszało skóry, a zapach róży był delikatny, nie duszący.
Kupiłam w zestawie z mydłem oliwkowym i lawendowym. Mam nadzieję, że będę równie fajne.


10. Mydło arganowe

Natomiast tego mydła nie polubiłam. Spodziewałam się pozytywnego działania na skórze, a zamiast tego musiałam szybko ją nawilżać.


Październik zapowiada się lepiej :)


A jak u Was? Dużo kosmetyków udało się Wam zużyć?



Polecane posty

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...